The Good Old Days

piątek, 12 lipca 2013

CHAPTER THREE

Ciasteczka Cynamonowe


MAM NADZIEJĘ, ZE PAMIĘTACIE, ŻE KURSYWA TO WSPOMNIENIE ;D 

-Pattie!- Krzyknęłam kiedy ujrzałam drobną posturkę z długimi brązowymi włosami. Od razu rzuciłam się na nią z uściskiem. Słyszałam tylko chichoty dochodzące zza moich pleców. Oderwałam się od niej i fuknęłam na śmiejącą się dwójkę.
-Co tu robisz mamo?- Brwi Justina zmarszczyły się kiedy spojrzał na Pattie.
-Przyszłam przywitać nowych sąsiadów, a otworzyła mi Emma.- Uśmiechnęła się uroczo.
Kiedy byliśmy mali co wtorek piekła nam cynamonowe ciasteczka. Były takie dobre mmm...  O boże nie jadłam ich blisko cztery lata, a nadal wiem jak smakowały. Pamiętam pierwszy raz kiedy je jadłam miałam w tedy 6 lat.  Ciastka Pattie to była tradycja.
*
-Ciociu Pattie one są przepyszne!-Uśmiechałam się jedząc ciasteczka cynamonowe
-Kochanie one są przypalone.- Śmiała się. Przy okazji sięgnęłam po kolejne.
-Piekłaś je pierwszy raz miałaś prawo je lekko przypiec.- Oby dwie wybuchłyśmy gromkim śmiechem. W tym czasie do domu wszedł Jay. Z korytarza dobiegło tylko mamusiu wróciłem!”  Od razu pośpiesznie zeskoczyłam z krzesła i wbiegłam do przedpokoju.
-Bella!-Kiedy mnie zobaczył od razu zamknął mnie w uścisku.
-Chodź twoja mama upiekła ciasteczka.- Wziął mnie za rękę i razem poszliśmy do kuchni. Gdy ciocia nas zobaczyła z jej ust wydobyło się ciche awww”. Usiedliśmy z Justinem przy okrągłym stole i zajadaliśmy ciastka.
-Mamo to jest pyszne! Musisz piec je częściej!
*
I ogólnie tak stało się to nasza tradycją. Pattie spojrzała na moją rękę w tatuażach i lekko się skrzywiła.
-Ładne tatuaże.- Uśmiechnęła się
-Pattie nie nabierzesz mnie. Wiem, że nie lubisz tatuaży.- Pokiwała głową Mamuś, tata już podłączył sprzęt na dole?- Spojrzałam na nią  ta tylko kiwnęła głową.

-To ja go porywam.-Wzięłam  rękę Justina i pociągnęłam w stronę drzwi do piwnicy która była zagospodarowana jak normalne mieszkanie. Schodziliśmy po schodach kiedy nagle poczułam, że ktoś za mną z nich spada. Nie zdążyłam się odwrócić, a już leżałam na podłodze, a na mnie leżał Justin. Nasze twarze były tak niebezpiecznie blisko, że nasze nosy się stykały.. Był coraz bliżej i bliżej...Miałam nieodpartą pokusę pocałowania go. Nagle...
_________________________________________
Jak myślicie? Pocałują się? 
TAK WIEM, ZE ROZDZIAŁ JEST DOŚĆ KRÓTKI LECZ MUSICIE MI TO WYBACZYĆ. NIE MIAŁAM WYSTARCZAJĄCO CZASU, A MUSZE NAPISAĆ ROZDZIAŁ NA MOJEGO DRUGIEGO BLOGA ;D
NO WIĘC TAK TRZYMAJCIE SIĘ. KOCHAM WAS XX.
~SWAG

czwartek, 11 lipca 2013

CHAPTER TWO

Miałem Ochotę Zadźgać Ich Nożem...


-JUSTIN?!-Wprost wydarłam się. Patrzył na mnie jakby chciał wyłapać kim jestem. Boże jak mnie nie rozpoznał to go chyba zabiję! Patrzył i patrzył. Mówiłam już jak tego nienawidzę. Jego towarzysze patrzyli na mnie jak na wariatkę.
-B...Bells?- Wyjąkał. Przez chwilę nie był pewny, ale od razu uśmiechnął się i rzucił się na mnie z uściskiem.- Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś w Londynie?
-Później ci powiem, teraz mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.-Zmarszczył brwi- „Snipers’i” tu są. Myślałam, że oni nie mogą przebywać na terenie szkoły!- Pisnęłam. On odwrócił się do okna i pokiwał głową.
-Trzeba będzie ich...- Nie dokończył zatkałam mu usta ręką.
-Zamknij się! Wiesz dobrze, że w każdym miejscu do którego mają dostęp zakładają podsłuch...-Wysyczałam dość sfrustrowana jego bezmyślnością.- Widzę, że nadal nazywają cię „Shadow” mój bracie(Chodzi o braterstwo gangu).
-Tak. –Uśmiechnął się z wyższością-A ciebie jak zwą?-Nie zdążyłam nic powiedzieć bo Trevor mi się wtrącił. Grrr!
-To jest „Ruthless”-Wzdrygnął na mój pełen zirytowania wyraz twarzy.- I to nie tylko kryptonim.-Głośno przełknął ślinę. Justin uśmiechnął się.-Zasugerowałem, że nie umie posługiwać się nożem i zrobiła mi to.-Pokazał sześć nacięć w równych odstępach na swojej ręce.- Groziła mi też kastetem.-Wzdrygnął się mówiąc o tym. Serio?! On się mnie boi? HAHA!
-Zawsze wolałaś używać pięści.- Zaśmiał się- Ale nie wierze ci, żebyś wzięła kastet.-Czy on mnie prowokuje do urwania mu głowy? Bo jeśli tak to mu dobrze wychodzi. Zawsze noszę pas do którego przytwierdzone są różne bronie dzisiaj był to jedynie kastet.(Tak na wszelki wypadek) Tak po bandzie to ten pas dostałam jeszcze od Justina kiedy wyjeżdżałam. Uniosłam koszulkę lekko w górę ukazując pas i błyszczący na nim, srebrny kastet.-Okej. Zwracam honor.- Śmiał się unosząc ręce w górę.-Czy to nie ten sam pas który dostałaś ode mnie?- Piątka chłopaków wraz z Trevorem patrzyli na nas-czytaj mnie i Justina- tak jakby zobaczyli ducha. Spojrzałam w stronę Treva. Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie „JAK?!”
-Chłopaki to jest Bells. Moja przyjaciółka- Justin uśmiechnął się w moją stronę i objął moją talię ramieniem. Ich miny bezcenne. Zaśmiałam się cicho.-Tak w ogóle to co robisz w Stratford?
-Wiesz mój ojczym ma tu firmę i się przenieśliśmy.-Piątka nadal stała z szeroko otworzonymi oczyma. Nagle jeden otworzył usta tak jakby chciał coś powiedzieć. Był to Trev.
-T-to z nim….-Głos mu się załamał wiedziałam, że chodzi mu o to jak poznałam Snipers’ów. Justin stał niczego nie świadomy.
-Tak to z nim przechytrzyłam Snipers’ów.- Chłopak na samo wspomnienie zaczął się śmiać…
&&&
Okazało się, że na każdą lekcję chodzę z którymś chłopakiem z paczki. Już tak bardzo nie zwracałam uwagi na to, że każdy dosłownie KAŻDY się na mnie patrzył, ale to zasługa chłopaków. To przy nich czuję się jak w Londynie, ale przy Justinie czuje się jakbym nigdy z tond nie wyjechała. Wiem, że top dziwne, ale tak się czuję.
Teraz już wiedziałam jak nazywają się poszczególne osoby z paczki.
Było ich pięcioro, razem z Justinem sześcioro.
Alex. Chłopak miał duże szmaragdowe oczy. Ciemne brązowe loki spadły kaskadami na jego czoło. Cerę posiadał mleczną tudzież był bardzo wysoki.
Tony. Miał czarne włosy zaczesane na żel do góry brązowe oczy, lecz nie był taki wysoki jak Alex.
Dave jako jedyny z nich miał blond włosy i słodkie niebieskie oczy. Gdybym była policjantem nigdy nie oskarżyłabym tak słodko i łagodnie wyglądającego chłopca. Był dość niski bo trochę wyższy ode mnie miał może metr osiemdziesiąt?
Eric. Również ciemnowłosy, jak dla mnie na pierwszy rzut oka wyglądał na przyjacielskiego.  I te jego przeszywające na wylot prawie, że czarne oczyska. ;Chyba każdy z nich miał jasną karnację.;
&&&
Właśnie zadzwonił ostatni dzwonek. Ostatnią lekcją była biologia na której siedziałam razem z Jusinem. Jak zwykle cała klasa musiała się na nas patrzeć. Wyszliśmy z pomieszczenia na zaludniony korytarz.
-Bardzo się śpieszysz?- Spytałam go idąc przed siebie.
-NOPE- Tak jak to miła w zwyczaju przeciągnął końcówkę przebiegając przez swoje ciemne blond włosy.
-Co ty na mały seans filmowy u mnie?- Z chęcią przystał na moją propozycję. Ucieszona wyjęłam komórkę i napisałam SMS’a do taty.
For: Daddy xx
From: Bells
„Tatuś mogę wrócić do domu z kolegą? Prooooooszę…~B xx”
Nie czekałam długo na odpowiedź.
From: Daddy xx
For: Bells
„Jasne mała ;D Philip już po was jedzie. Dobrej zabawy : )”
-Okej. Phil zaraz przyjedzie.- Zaśmiałam się na widok wyrazu jego twarzy kto-to-do-cholery-jest?!- Spokojnie Phil to mój szofer.- Zareagował tak samo jak ja. Nie mogłam opanować śmiechu.
Po jakichś 10 minutach śmiania się na parking podjechał biały Range Rover, a z niego wysiadł Philip.
-Hej Bells- Przywitał się ze mną buziakiem w policzek.- Twój tata wspominał coś o twoim koledze.- O słodki boże uśmiechnął się. OMG OMG! Wiem jaram się tym no, ale nie codziennie uśmiecha się do ciebie taki przystojniak.
-Właśnie Phil to Justin, Justin to Phil.- Wymienili się uściskami I wsiedliśmy do samochodu.
Całą drogę kłóciłam się jaki film obejrzymy i na moje nieszczęście wygrał on. Ahhh… Po trzydziestu minutach wjechaliśmy na parking Białej willi z dużym tarasem.

-To serio jest twój dom?- Był zdziwiony? A może zmieszany?
-Nie kurde misia Gogo.- Wywrócił oczami rozśmieszony-A co nie podoba się?
-Jak TO ma mi się nie podobać?! To jest wielkie i boskie!- Wlepiał swój wzrok w dom- Tak w ogóle jak ci się udało. Kiedy burzyli twój stary dom myślałem, że ich zadźgam nożem, bo niszczyli miejsce pełne wspomnień, a kiedy zobaczyłem tą willę pomyślałem sobie, że będą tu mieszkać jacyś nadęci milionerzy, a okazałaś się być to ty!.-Przytulił mnie tak mocno, że ledwo co mogłam oddychać.
-Wiesz, że nasz domek na drzewie jeszcze tu jest?- Zrobił minę no-nie-pierdol?!- Nie pierdolę.-Zachichotałam.- Ale dobra teraz choć do środka.
Wchodząc zamknęliśmy drzwi i już od progu zawołałam
-Mamo! Zobacz kogo znalazłam!- Usłyszałam tylko pośpieszne odkładanie talerza i szybkie kroki zmierzające do korytarza.
-Justy!- Zawołała moja mama przytulając go. Zaczęłam chichotać na taki widok.
-Mamo już skończyłaś go miażdżyć?- Dalej rechotałam. Puściła go i fuknęła na mnie.
-Ja też kogoś znalazłam.- Uśmiechnęła się. A z kuchni wyszła…
_______________________________________________________
*Kastet-

Jak myślicie KTO taki wyszedł z kuchni? ;D
JEŻELI TO CZYTASZ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ.
MAM WRAŻENIE, ŻE NIKT TEGO NIE CZYTA V_V
~SWAG





wtorek, 9 lipca 2013

CHAPTER ONE

    Snipers    


Cały dzisiejszy dzień razem z mamą i Charlim -moim ojczymem na wypakowywaniu rzeczy i doprowadzaniu naszego nowego domu do porządku, bo oczywiście mojej kochanej siostrzyczce-Wyczuwacie ten sarkazm?- Się nie chciało. To nie fair, że ci młodsi zawsze dostają to czego chcą
 Jutro niestety jest…jak to moja mama powiedziała?...A. Tak „Mój wielki dzień”. A mianowicie pierwszy dzień w szkole tu w Stratford. Boże przeklinam tego kto wymyślił szkołę! Nienawidzę tego, że ktoś na siłę wypycha nasze umysły „wiedzą”. Nienawidzę w ogóle tego, że ktoś mnie do czegoś zmusza! Niestety jestem wybuchowa. Czasami są ze mną problemy wychowawcze-czytaj ZAWSZE.- Nie to co z moją siostrą Megan. Ona w oczach rodziców jest cud stworzeniem dosłownie aniołem, a w moich potomkiem diabła. Dosłownie czyste wcielenie szatana, ale doba koniec gadki o niej! Może opowiem wam trochę o mnie? Więc tak. Jestem Isabella. Dla przyjaciół Bella lub Bells, jak kto woli. Przeprowadziłam się z Londynu do Stratword z powodów takich iż Charli posiada tu dość dużą firmę. Przenieśliśmy się tu tylko dla ułatwienia.; Mam 18 lat -19 w styczniu. Dokładnie pierwszego. Może myślicie, że fajnie urodzić się w nowy rok, ale się mylicie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale w nowy rok nie czuje się jakby były moje urodziny tylko jak zwykły nowy rok.- Moja mama nie pracuje, ponieważ to nie jest konieczne, za to zajmuję się domem.; Dobra trochę się nagadałam idę spać. Dobranoc.
&&&
Usłyszałam skrzyp drzwi i coś trącające mnie w ramie
-Wstawaj! Mała czas do szkoły.- Otworzyłam oczy i zobaczyłam Charciego uśmiechającego się do mnie życzliwie. Również się uśmiechnęłam i usiadłam na moim dość przydużym łóżku.
-Ale mi się tak strasznie nie chce.- Ziewnęłam i się zaśmiałam. Ten poklepał mnie po ramieniu.
- No wstawaj mała. Bo będę musiał użyć na tobie środków specjalnych.- Wiem co ma na myśli! Również wymysł szatana! Łaskotki.
-Nie dziękuję!- Od razu tak jakbym ożyła, bo tak szybko zerwałam się na równe nogi jakby obok mnie był zabójca.- Lecę się ubrać. Za ile mam być na dole?- Przygryzł wargę by stłumić chichot.
-Za pół godziny wyjeżdżamy, ale coś może jeszcze zjesz? Może zrobić ci tosty?- Uwielbiam go za to że jest opiekuńczy, ale nie nadopiekuńczy. Nigdy mnie nie kontroluje i lizy się z moim zdaniem. Daje mi swobodę której mój prawdziwy ojciec mi nie dawał.
-Nie, nie  jestem głodna. Ale dziękuję.-Pocałowałam jego policzek i wskoczyłam do łazienki. Rozebrałam się i wlazłam pod prysznic. Gorące krople spływały po moim nagim ciele.    
Prysznic zawsze mnie rozluźnia. Jestem w 100% pewna, że faceci będą się na mnie lampie tak jak w tedy kiedy po raz pierwszy poszłam do szkoły w Londynie. Nienawidzę jak ktoś się na mnie lampi bez powodu. To jest takie wkurwiające.
Wyłączyłam wodę, umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Założyłam: Czarne rurki, szarą bluzkę „USA” i kilka ćwiekowych bransoletek. Tak. Uwielbiam ćwieki. Wzięłam swoją skórzaną torbę z książkami i zeszłam na parter po schodach. Już z pierwszego piętra dało się słyszeć śmiech mojego osobistego diabła. Tak dobrze Myślicie to Megan. Ominęłam 14-sto letnie coś opętanie przez szatana i weszłam do kuchni gdzie już od wejścia uśmiechnął się do mnie ojczym. Ogólnie miałam z nim bardzo dobre kontakty. Potrafimy śmiać się godzinami z byle czego. Zawsze mnie rozumie, i co najważniejsze(moim zdaniem) jest cierpliwy i to bardzo, bardzo cierpliwy. Nie wiem z czego, ale gdy sięgałam po jabłko zaczął się śmiać jakbym właśnie powiedziała coś mega zabawnego. Dobra czasami jego zachowanie mnie przeraża(XD)
-Wzięłaś swój kastet*?- Wychrypiał pomiędzy śmiechem a łapaniem powietrza. A tak zapomniałam wam powiedzieć kiedy jeszcze mieszkałam w Londynie byłam w paczce najbardziej przerażających w szkole. Taki mini gang. I tak zawsze noszę ze sobą jakąś broń czy to kastet czy nożyk. Zawsze mam coś czym mogę kogoś skrzywdzić. Chociaż nawet tego nie potrzebuję bo wystarczą zwykłe pięści.
-Dobra koniec tych żartów kochany.-Mruknęłam rozbawiona-Tato mój samochód już dotarł?- Tak nazywam go tatą. On to lubi, a ja nie mam powodów by go tak nie nazywać. Dla mnie jest tatą którego teoretycznie nigdy nie miałam.
-Szrofer powinien być za 10 minut.- CO KURWA?!
-Załatwiłeś mi szofera?- Spojrzałam na niego wzrokiem czy-ciebie-do-końca-pojebało?!
-Tak, ale do czasu najwięcej dwóch tygodni. Później dostarczą twój samochód i będziesz mogła jeździć sama skarbie.- Uśmiechnęliśmy się równocześnie i znów wybuchliśmy śmiechem. W tym momencie zatrąbił klakson samochodu i tata wyjrzał przez okno.-Tak szybko przyjechał? No cóż miłego dnia mała.
-Pa tato.-Pocałowałam jego policzek i wyszłam z domu. No można powiedzieć willi. Kiedy zbliżałam się do samochodu wyszedł z niego całkiem przystojny facet…Czy mnie do końca popierdoliło?1 To było ciacho! Blond włosy, niebieskie oczy i do tego napakowany i do tego gdzieś około 20. Ja tu zaraz zejdę.
-Witam panienko.- Uśmiechnął się. O Boziu! Pod wpływem jego uśmiechu uginają mi się kolana.
-Hej.- Odwzajemniłam uśmiech.-Proszę mów mi Bella.- Zaśmiał się i skinął głową.
-To co. Do szkoły?- Patrzył na mnie jakimś takim nie określonym wzrokiem. Lustrował mnie od góry do dołu i z powrotem. Zarumieniłam się.
-Ahhh…Niestety.-Mruknęłam a on się zaśmiał i otworzył mi drzwi. Poczułam się tak jakoś dziwnie. Nigdy nikt mi tak jakby nie usługiwał. Nie zaprzeczałam jego ‘sygnałom’ i wsiadłam do środka najzgrabniej jak umiałam. Jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy można było powiedzieć, że bez końca. Przyglądałam się niebieskookiemu i dopiero teraz zorientowałam się, że nawet nie wiem jak ma na imię.
-Serio ta szkoła trochę daleko.- Zachichotał i się uśmiechnął.-Tak w ogóle to jak masz na imię?- Zapytałam prosto z mostu jak to mam w zwyczaju. „Powiedz prosto, nie pierdol się”.
-Philip.- Wnętrze samochodu wypełniło się jego cudownym chrapliwym głosem. Myślałam, że tam zemdleje w tym aucie.
Po jakichś 20 minutach jazdy dotarliśmy na parking szkoły. Odetchnęłam i spojrzałam na Philipa.
-Dziękuję. Do zobaczenia.- Wyszłam z pojazdu i pomachałam mu.
Odwróciłam się przodem do budynku.
„Oddychaj głęboko”- pomyślałam.
Weszłam do dość dużej jak na moje oko szkoły. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czerwone szafki i granitowa podłoga. Zobaczyłam kilkoro uczniów mniej więcej w moim wieku. Kilka Barbie, dwóch super przystojniaków, może ze dwie ubranie jak dziwki i kilku normalnych nie różniących się od reszty, ludzi. Podeszłam do jednego chłopaka z dłuższymi Brązowymi włosami i jasną karnacją. Uśmiechnął się do mnie na co ja również wygięłam swoje usta w przysłowiowego „banana”.
-Umm… Wiesz może gdzie jest sekretariat?- Jak chyba każdy dzisiaj musiał mnie obejrzeć od góry do dołu. Zagryzł dolną wargę. Po chwili się uśmiechał.
-Ty jesteś Isabella? Ta nowa?- Zapytał, a jego oczy tryskały ekscytacją. Lekko się skrzywiłam.
-Taa. To ja to wiesz może gdzie ten sekretariat?
-Jasne chodź pokarzę ci.- Był jakiś dziwny. Taki...taki…no po prostu dziwny!
-Jak masz na imię?
-Matt- Odpowiedział i szedł dalej
Pociągnął mnie za rękę przez cały korytarz. A ludzie stojący na nim mnie tak wkurwiali! Lampili się ciągle! NO KURWA TROCHĘ PRYWATNOŚCI! Nie pozwoliłam się im gapić na mnie jak na jakiegoś psychoza czy coś!
-No to ten pokój idź zaczekam na ciebie.- Uśmiechnął się-Przyda ci się ktoś kto cię oprowadzi- Kiwnęłam głową, zapukałam do drzwi i weszłam. Siedziały tam dwie blondyny gdzieś około trzydziestki. Spojrzały na mnie z wymuszonymi uśmiechami. Nie wiem czy spowodowanie było to moimi tatuażami czy strojem czy może całokształtem. Ehh… Niektórzy ludzie są dziwni.
-W czym mogę pomóc- Spytała jedna z nich. Uśmiechałam się ciągle choć nie chciałam.
-Ehm…Przyszłam po swój harmonogram.-Powiedziałam a ta druga się dziwnie popatrzyła.
-Imię i nazwisko.-Bez żadnych skrupułów. Mówię wam jej twarz nie wyrażała niczego.
-Isabella Trench.- Odpowiedziałam szybko. Dała mi mój plan zajęć i kod do mojej szafki. Odwróciłam się i czym prędzej wyszłam. Oparłam się o ścianę i zmazałam ten fałszywy uśmiech z mojej twarzy.
-W końcu mogę przestać się szczerzyć.-Mruknęłam do siebie, ale wydaje się, że Matt też to słyszał.
-Co masz pierwsze?- Spojrzałam na plan.
-Chemia 240a z Turnerem.- Ta szkoła jest AŻ taka wielka?! W mojej starej ledwo mieściła się setka sal.
-Też mam chemie.-Uśmiechnął się- Chodź zaprowadzę cię.
Szliśmy i szliśmy i szliśmy i szliśmy. KURWA! Długo jeszcze?! Ciągle tylko schody i schody, korytarz, schody i schody i tak w kółko!
-To tu. –Wskazał na drzwi. Spojrzałam na zegarek w telefonie za minutę dzwonek. Uff… zmachałam się.
-Dzięki.- I zadzwonił dzwonek.Grrr!- Chodź!
Weszliśmy do Sali. Pierwsze co usłyszałam to gwizd i szepty jedne od chłopaków „Gorąca ta nowa”, a inne od plastików „Ja mam większe cycki!”
Powoli zmierzałam do biurka Turnera.
-Usiądź koło mnie!- Krzyknął jeden dość napakowany chłopak o jasnych włosach. Popatrzyłam na niego tak zimno a za razem tak ostro, że zrobił się blady jak ściana.
-Haha! Ona usiądzie ze mną!- Śmiał się jeden. Wyglądający na Latynosa. W jego kierunku tez posłałam zabijające spojrzenie. Wystraszył się i zamknął. Dałam wyłysiałemu nauczycielowi kartkę do podpisu, że byłam pierwszego dnia na jego lekcji. On się uśmiechnął niczego nieświadomy. Będzie piekło.
-Usiądź sobie z kim chcesz.- Oczywiście miałam pewien wybór pomiędzy napakowanymi licealistami, ale z nimi nie chciałam siadać. Już to widzę. Odciśnięty na czole kastet albo rozcięta ręka.
„O mój boże wybawienie”- pomyślałam kiedy zobaczyłam na końcu Sali wolne miejsce obok chłopaka z ciemnymi włosami i dużą ilością tatuaży. Przypominał mi trochę o mojej paczce przyjaciół z Londynu.
Podeszłam do ławki nawet nie patrząc na chłopaka. Opadłam na krzesło. Turner zaczął coś gadać, ale ja go olałam jak to zawsze nauczycieli.
-Po co tu usiadłaś?- Wysyczał.
-Wolisz mieć bliższe spotkanie z kastetem czy moim nożem?- Chyba go zatkało.
-Bo ty umiesz się nożem posługiwać.- Sięgnęłam do mojego buta. Chwyciłam nóż i rozcięłam jego rękę. Na co przestał się śmiać i spoważniał. Spojrzał na mnie z miną co-to-kurwa-miało-być?!
-Mówiłam kastet albo nóż. Sprowokujesz mnie jeszcze raz a nie zawaham się poderżnąć ci gardła. Nie na darmo nazywają „Ruthless*”- Z moich słów skapywał jad. Wzdrygnął się i już więcej się nie odezwał. Wyjęłam słuchawki i włożyłam do uszu. Akurat leciało „Through The Never-Metallica”. Poczułam, że ktoś mnie obserwuje. No tak był to ten sam który przed chwilą miał styczność z moim nożem. Gapił się na moja wytatuowana rękę. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam postać ubrana na czarno z lornetką skierowaną w moją stronę.
-Kurwa-Mruknełam- Snipers’i – Chłopak spojrzał na mnie przerażony.
-Też miałaś z nimi styczność?!- Prawie się wydarł, ale zdążyłam uciszyć go zasłaniając mu dłonią usta.
-Zamknij się. Oni maja podsłuch w budynku- Zasyczałam przez zaciśnięte zęby.  Kiwnął głową.
-Jak na nich wpadłaś?
-Kiedy byłam mała mieszkałam tu w Kanadzie i razem z przyjacielem kiedy mieliśmy po 14 lat zrobiliśmy im na złość. Rok później musiałam wyjechać do Londynu w interesach, ale oni nawet tam mnie obserwowali. Teraz wróciłam z powrotem i widzę kurwa, że już to wiedzą.- Z każdym słowem moja frustracja rosła.
-Spokojnie.-Złapał mnie za rękę. Huh?! On mnie dotknął! Zabij go no dalej! KURWA MUZGU! OGAR!!!- Po lekcji pójdziesz ze mną do „Shadow’a”.- Skąd ja znam ten kryptonim?-Jestem Trevor
-O! Patrz! Dzwonek! Idziemy!-Dopiero po mojej wypowiedzi faktycznie zadzwonił. Szybko wybiegłam z Sali.
Chłopak nie mógł za mną nadążyć. Po chwili poczułam dość silny impuls.
Wstałam. Dopiero teraz chłopak dogonił mnie.
-Uważaj kurwa jak chodzisz.- Syknęłam na tego kto na mnie wpadł. Pochylił się na de mną ze złością w oczach. Pfff... On mi co najwyżej może nagwizdać.
-Wiesz kim ja kurwa jestem?!- Wrzasnął. Trevor próbował mnie od niego odciągnąć. Tylko nie wiem w jakim celu. Czy po to żebym go nie zabiła czy po to żeby mi nic nie zrobił...
-No właśnie nie kurwa. Oświeć mnie!-Syknęłam z całą złością jaką w sobie cały czas dusiłam.
-Jestem „Incubus*” przyjaciel „Shadow’a*”- Jeszcze jedno słowo, a go zabiję dosłownie. Rzucę się na niego z nożem na szkolnym korytarzu.
-A tobie mówi coś kryptonim „Ruthless”?-Już miałam mu nawrzucać, a później zadźgać nożem.-A po za tym świetnie się składa bo właśnie do niego idę.- Uśmiechnęłam się szyderczo i podeszłam do Trevora. Mina tego... Jak mu tam? A...”Incubus” Jego mina BEZCENNA.
-Bells. Spokojnie. Chodź.- Powoli wziął moją rękę i prowadził dalej przez korytarz. W końcu po przejściu przez cały korytarz doszliśmy do wielkiego okna pod którym była grupka ludzi z „Shadow’em” jak mniemam na czele.
Podeszłam bliżej. Podniósł wzrok. Moim oczom ukazały się karmelowe oczy. O MÓJ BOŻE TO ON! TERAZ JUŻ WIEM! To z tąd znałam jego kryptonim. Zaczęłam się drzeć.
-JUSTIN?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
ZOSTAWCIE PO SOBIE KOMENTARZ ;D
~SWAG